cookies
Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.
OK

Tomasz Misiak: nieszczęśliwi ludzie w szczęśliwym czasie. Felieton w „Pulsie Biznesu"

„Puls Biznesu": Felieton Tomasza Misiaka.

Zabawa w przewidywanie przyszłości to coroczne zajęcie wielu ludzi. Niektórzy wręcz uczynili z tego zawód. „The Economist” co roku wydaje analizy kolejnych 12 miesięcy, politycy składając budżety, chwalą się, jak poprawią warunki życia swoich wyborców, a biznes w analizach i prognozach liczy swoje pieniądze

To wręcz zwyczaj, a nawet „Tradycja”, jak w kultowym filmie „Miś” Stanisława Barei. Tyle że dzisiejsze prognozy coraz rzadziej trafiają w punkt — futurolodzy i pozostałe osoby próbujące przewidzieć najbliższą przyszłość coraz częściej się mylą.

 

Tomasz Misiak przewodniczący rady nadzorczej Work Service’u ARC

Mimo to do napisania tego felietonu skłonił mnie materiał w najnowszym „The Economist World 2018” i zawarty w nim raport „Happiness”, W 2015 roku miałem przyjemność uczestniczyć w programie Singularity University, stworzonym przez dwóch reprezentantów i w pewnym sensie duchowych przywódców Doliny Krzemowej. Peter Diamandis i Ray Kurzweil, bo o nich mowa, próbują od paru lat przekonywać liderów biznesu, polityki, organizacji pozarządowych do idei „Abundance”, czyli „Dostatku”. Peter Diamandis to weteran Silicon Valley, człowiek legenda, przyjaciel i partner biznesowy Elona Muska, założycieli Google’a czy Facebooka. Ray Kurzweil, współtwórca słynnej X-Prize Award (nagrody za pierwszy prywatny lot w kosmos), to chyba dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych futurologów.

Człowiek, którego technologiczne przewidywania z końca XX wieku spełniły się w ponad 80 proc., dziś główny technolog i futurolog w Google’u. Wierzą oni — i mnie ta logika poszerzona o obserwacje przekonuje — że świat mierzony w statystykach każdego roku dzięki postępowi technologicznemu jest lepszy, ale ludzie tego nie zauważają. Skąd te wnioski? Wystarczy analiza raportów i statystyk. Każdego roku spada liczba osób żyjących w ubóstwie, liczba zabójstw, liczba wypadków lotniczych, liczba ataków terrorystycznych, liczba ofiar wojen, niższe też są wskaźniki umieralności niemowląt. Jednocześnie na plusie są statystyki dotyczące średniej życia, dostępu do edukacji, leków, wody pitnej, żywności czy internetu. Zalewani w większości negatywnymi informacjami medialnymi, prawdziwymi i fake newsami ludzie nie zauważają jednak tej poprawy. Nasz mózg przez wieki wykształcił w sobie zdolność skupiania uwagi na zagrożeniu. Ten czynnik wykorzystywany jest w naszej codzienności, skupiając nas często na nieprawidłowym obrazie rzeczywistości.

Skąd te wnioski? W raporcie „Happiness 2018” czytamy smutne statystyki. Świat w 2018 roku będzie mniej szczęśliwy, a co ciekawe — spadek zadowolenia odnotowują kraje bogate: USA, Japonia czy Hiszpania, stanowczy wzrost — kraje rozwijające się, np. Chiny, Rosja czy Brazylia. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale widać wyraźnie, że bogactwo i dostatek niekoniecznie wiąże się z zadowoleniem. To samo dotyczy Polski. Jesteśmy krajem, który przez ostatnie 20 lat przeskoczył do innej cywilizacji. Nasze statystyki są wręcz rewelacyjne — najniższy wskaźnik bezrobocia, rosnące wynagrodzenia, wolność poruszania się i pracy na całym świecie, rosnące PKB i zamożność, a mimo to jesteśmy dopiero na 62. miejscu w rankingu „szczęścia”. Może męczy nas polityczna „wojna domowa”, a może boli 2,5 mln rodaków pracujących za granicą. Szkoda, że nie zauważamy tego, co naprawdę zmienia się pozytywnie właściwie każdego dnia.

Jeszcze kilka lat temu Polacy masowo wyjeżdżali za granicę do pracy, liczba osób zamieszkałych poza Polską, mimo wielu zaproszeń do powrotu ze strony rządów każdej opcji politycznej, nie zmalała. Ten trend utrzyma się też w roku 2018. Niezauważalnie dla naszych polityków i wielu liderów biznesowych na polskim rynku pojawili się pracownicy ukraińscy, pokazując nam siłę zmian polskiej gospodarki. Teraz to Polska stała się kierunkiem dla imigrantów zarobkowych. Bez blisko 1 mln pracowników zza wschodniej granicy nasz rozpędzony krajowy biznes byłby w sporych kłopotach. To wymaga poważnego traktowania sprawy.

Rząd powinien zarządzać naszymi aktywami, a tym stali się ci ludzie na polskim rynku pracy. Według badań Work Service’u możemy spodziewać się blisko 2 mln imigrantów zarobkowych w ciągu kilku najbliższych lat, a będziemy o nich konkurować z Niemcami i krajami zachodniej Europy. Czas na program Smart Imigration. Zarządzajmy naszym rynkiem pracy. Skoro wymagamy, aby Polakom dać takie same warunki funkcjonowania w Wielkiej Brytanii jak Brytyjczykom, to sami musimy zadbać o pracowników naszej gospodarki. Tych, którzy płacą u nas podatki i ubezpieczenia społeczne, a nie są Polakami. Tych, których praca buduje nasz PKB i nasz kraj.

Polska kwitnie gospodarczo, korzystamy z obecności w Unii Europejskiej. Rośnie nasz eksport i możliwości. Wiele dziedzin gospodarki powstaje na naszych oczach, dlatego nie możemy zapominać, że świat dziś nie idzie, lecz biegnie. W tym zakresie mamy sporo do nadrobienia. Jeżeli nie będziemy innowacyjni, w erze wzrostu bazującego na wiedzy i technologii musimy być przynajmniej „early adopters” — wczesnymi użytkownikami i inwestorami. Tu cieszy nasz program elektromobilności, a smuci stan polskiej energetyki. Budowanie przyszłości na węglu, podczas gdy cały świat idzie w kierunku energii odnawialnej i niskoemisyjnej, to mało przyszłościowa strategia. Od lat tylko mówimy o bezpiecznej energii nuklearnej, smart grid, OZE. Świat cyfrowy opiera się na energii i dostępie do niej.

Nie możemy odbiegać w tym zakresie od światowych liderów. Świat oszalał na punkcie nowych technologii trochę ze względu na zysk, jaki generują inwestorom, ale również dlatego, że świat „digital” na naszych oczach rewolucjonizuje nasze otoczenia. Futurolodzy w erze wzrostu wykładniczego nie potrafią przewidzieć kolejnego miesiąca, nie mówiąc już o najbliższych latach. Kto z nas sądził, że bitcoin osiągnie rekordową wycenę 19 tys. USD, a fintechy staną się głównym konkurentem banków. Kto był w stanie przewidzieć, że założona rok temu firma Bubble (serwis randkowy) osiągnie w ciągu jednego roku wycenę ponad 1 mld USD i stanie się unicornem. Stare korporacje ustawiają się do tego wiatru, ale to trwa. Najbardziej wartościowe marki świata to firmy nowych technologii.

Te obecne zbudowały swoją wielkość w ostatnim 20-leciu, ale dziś trafiony pomysł typu Uber potrafi zmieniać całe sektory gospodarki. To piękno i groźba dzisiejszych czasów, nie wiemy, czy kolejny gigant nie powstanie w Polsce za pieniądze pozyskane z PFR lub nowo budowanych venture capital polskich prywatnych inwestorów. Dlatego wnikliwa obserwacja każdego nowego trendu gospodarczego jest wyzwaniem menedżerów i przedsiębiorców. Osobiście wierzę, że 2018 rok będzie jeszcze lepszy, jak każdy następny. Wypełnijmy go innowacyjnością, optymizmem i sukcesem naszych firm. Do dzieła, Panie i Panowie.


Sprawdź aktualne profile najlepszych polskich pracodawców

Zapisz się do naszego newslettera i jako pierwszy uzyskaj dostęp do pełnej wersji Kariera.pl